Świat pudełek

Hej! Mówię do Ciebie! Zadam Ci pytanie.. Jak wygląda dla Ciebie Ziemia? Ten Świat?
Rozejrzyj się. Co widzisz? Ja, pozwól, że spojrzę Ci przez ramię (na krótką chwilkę tylko; ot tak, rzucę okiem) widzę.. Pudełka.. Miliony, setki tysięcy pudełek.
Patrz na tą kobietę. Idzie wpatrzona przed siebie w lesie kartonów. Jej umysł, prawdziwe “ja” zamknięty jest w czterech ścianach. Jak myślisz - czego?
Albo na tego mężczyznę - tak śmiesznie się porusza. Buja na prawo i lewo. Uważasz, że w tym pudełku coś jest?

A Ty - no nie patrz tak na mnie - co widzisz na około? Podpowiem Ci - sześć ścian z betonu, cegły, kartonu. Nie przytłacza Cię to? Ci ludzie mieszkający nad Tobą, pod Tobą, obok.. No dobra, przesadzam. Ale.. Czy nie ogranicza Cię ta “przestrzeń”?

Posuń się. Muszę stanąć na krześle. Nie moja wina, że taka niska jestem. Widzisz? Dotykam sufitu palcami.. I jednocześnie podłogi. Rozumiesz teraz? Połóż dłoń na ścianie. Może być na tej. Drugą wyciągnij jak najdalej w bok. Dobra, stanę tutaj, przy niej.
Przejdź teraz na drugą stronę. Zrób to samo.
Albo weź kij od miotły i dotknij jej.
Dalej nie kojarzysz? Ile razy wyciągniesz obie ręce zanim dotrzesz od jednej do drugiej ściany? Zanim “obejmiesz” pokój? Co?

Bawimy się dalej? Czy to bez sensu dla Ciebie..? W sumie to bym się nawet nie zdziwiła.

Dobra, zmykam już.. Przecież nie będę podawała Ci wszystkiego na złotej tacy.

Pomyśl troszkę..

…………………!

Add comment maj 8, 2008

Po polskim

Pierwsze tury matury już za mną ;). Nastrój..? Hmm.. Totalna panika i rozpacz podszyta jakimś głupim poczuciem humoru. Wisielczy to on jeszcze nie jest.. Będzie przy ustnych :).

W sumie.. Co tu dużo pisać? Trzeba wierzyć w siebie i we własne siły. W to, że Twoje szerokie horyzonty zmieszczą się w wąskim kluczu.

Kurczę, tego, który wymyślił “egzamin dojrzałości” najchętniej przeciągnęłabym pod kilem.
Wcześniej nie.
Teraz.
W czerwcu nie wiem.
Ciągle zdaję sobie sprawę, że matura jest potrzebna. By oddzielić.. Kogo?
Te testy to praktycznie 45% wiedzy rzeczywistej i 55% szczęścia, iż pytania Ci podejdą. Więc kogo tu oddzielać?

Drogi czytelniku, byłeś dzisiaj tematem.
O Tobie, o tym, co teraz robisz kilkanaście godzin temu myślała cała młodzież polska.
Jak się czujesz z tą wiedzą? Że klęli na czym świat stoi czytając o tym, że teraz składasz literki noty. Tej i każdej innej.

Kolejny pomysł..
Narodziny gwiazdy.
Chyba coś napiszę :)
Jutro wyląduje w BM.. W. mnie przynajmniej pocieszy ;)

O.D.M.Z.P.B.O.W.M.Ż.! Módlmy się!

Add comment maj 5, 2008

Taki moment

W życiu każdego kosmity przychodzi taki moment, że zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem. Nagle ktoś staje przed nim na drodze i pyta “Quo vadis?” Dokąd zmierzasz? Gdzie idziesz? A Ty, chcąc odpowiedzieć zastanawiasz się i nagle odkrywasz, że nie potrafisz.

Najgorszy (a może i najlepszy) w całej tej sytuacji jest fakt, iż takie chwile nachodzą człowieka w najodpowiedniejszym ku temu momencie. Najczęściej, gdy ten siedzi bezbronny i zupełnie się niczego nie spodziewa. Wyskakuje nagle taki pytajnik zza krzaka i.. I sieje zwątpienie.

Nie powiem, niekiedy przydatna jest taka refleksja nad życiem, ale bez przesady! Czasem wręcz przeciwnie! Bo jak tu zaliczyć egzaminy, kiedy nad głową stoi Osobiste Sumienie i wierci pytaniami dziury w mózgu.

Już mi to bokiem wychodzi. A zapewne, kiedy tylko zdam, cały obłęd gdzieś zniknie. Wyparuje jak spiritus postawiony obok osiedlowego menela.
Choć może nie..

I jak tu żyć? Kiedy wszystko wokół nie chce trwać, a być..? Chce iść do przodu, zmieniać się.. Wydarzenia następują po sobie lawinowo; W reakcji promieniotwórczej, gdzie masa krytyczna została kilkukrotnie przekroczona.

Zmiany zawsze wiedzą kiedy nadejść - w najmniej spodziewanym momencie. Czają się za węgłem i czekają, czekają.. Duchowe bezpieczeństwo nie przypada chyba w udziale ludzkiej doli. Albo mojej przynajmniej.

Napięcie rośnie, zwielokrotnione przez czynniki społeczne, czasowe i wewnętrzne.

Do czego dążę? Gdzie idę? Co mi to wszystko da?
Uda się, czy nie uda?

Wczoraj w BM dowiedziałam się, dlaczego nikt tam nie mówi o przeszłości, o tym, skąd jest.. był. Jak żyje.. Żył. I dlaczego zaczynają robić dziwne miny, kiedy coś napomknę.. ^^’
Bodajże jeden z ochroniarzy (hehe :D ) mi to tłumaczył - każdy tam przychodzi tak na prawdę bez historii.. Po to, by dopiero ją stworzyć. Jesteśmy ludźmi bez przeszłości, za to z przyszłością i z teraźniejszością oczywiście. Osobiste doświadczenia z “poprzedniego” życia są na prawdę Osobiste. Nikt nie chce wracać do tego, co było..
Wszyscy pragną zaistnieć od nowa; zapisać swoją książkę inaczej - innym charakterem pisma, z innymi bohaterami i fabułą. Porzucić starą kutykule..
Szkoda, że jeszcze to do mnie nie do końca dotarło.. Ale już nie długo :)

Btw. znowu minęłam się z sednem notki gdzieś tak o szerokość Bałtyku..

Add comment maj 1, 2008

Q - początek

Mówi Wam coś tytuł “Q”? W polskim wydaniu z dopiskiem “Taniec śmierci”? Nic? Mnie też nie mówiło. Do czasu.

“Q” to dość obszerna książeczka autorstwa Luthera Blissett’a; a właściwie czterech młodych, włoskich pisarzy tworzących w latach 90tych pod tym wspólnym pseudonimem. Opowiada ona o bezlitosnej walce na śmierć i życie, toczonej pomiędzy byłym studentem teologii, a szpiegiem Jej Papieskiej Mości - Q.
Rzecz dzieje się na początku XVI wieku na terenie chyba całej Europy, dokładniej w czasach rewolucji religijnej zapoczątkowanej przez Marcina Lutra.
Autorzy opisują koszmar krwawo tłumionych wojen religijnych, losy niewinnych ludzi, ich walkę o resztki godności i ludzkości. Nie mówiąc już o wierze. Co rusz pojawia się pytanie: Gdzie jest wszechobecny Bóg?
“Q. Taniec śmierci” nierzadko przyrównywany jest do słynnego “Imienia róży” Umberto Eco, a przez pewien czas był uważany za jedno z dzieł tego mistrza.

Wydana w Polsce, jednak jest dostępna także na zasadzie copyleft do ściągnięcia ze strony kolektywu Wu Ming (następcy LBP).

Bezpośredni link [TUTAJ] (PL, ZIP+PDF, 2.3 mb)

Cytat z początku na zachętę:

“Obejmuję rękami głowę, tylko na chwilę, zaraz potem daleki szum zamienia się w ogłuszający zgiełk krzyków, tętent końskich kopyt i szczęk żelastwa. Bękarty na książęcym żołdzie wkraczają do miasta. Biegiem do okna. Na prawo, na głównej ulicy, widać jezdnych; opuszczone piki, przeczesują ulicę. Pastwią się nad wszystkim, co się porusza.

Na drugim końcu w zaułku pojawia się Elias. Spostrzega konnych, przystaje. Za jego plecami pokazują się żołnierze. Nie ma ucieczki.
Rozgląda się naokoło: gdzie jest wszechobecny Bóg?
Zmierzają w stronę Eliasa.
Podnosi oczy. Dostrzega mnie.
Oto co musi zrobić. Dobywa miecza, rzuca się, krzycząc, na
pieszych żołnierzy. Przeszywa jednemu brzuch, obala drugiego
uderzeniem głowy. Atakuje go trzech. Nie czuje ciosów, chwyta
rękojeść oburącz, bezustannie zadaje uderzenia.
Odskakują na boki.
Z tyłu ciężkim galopem zbliża się jeździec, celując piką w jego
plecy. Uderzenie przewraca Eliasa. Jest skończony.
Nie. Podnosi się z okrwawioną, oszalałą twarzą. Jeszcze trzyma
miecz w ręku. Nikt nie podchodzi do niego. Słyszę ciężki oddech.
Szarpnięty cuglami koń obraca się. Unosi się topór. Znowu w galopie.
Elias rozstawia nogi jak dwa korzenie. Unosi ku niebu ramiona
i głowę, wypuszcza miecz z ręki.
Ostatni cios.
— Omnia sunt communia, sukinsyny!
Jego głowa pada w pył ulicy.”

L. Blissett, Q Taniec śmierci

PS: Bliżej o Fundacji Wu Ming i LBP przy innej okazji ;)

Add comment kwiecień 21, 2008

Westchnij

Westchnij
Tak cicho
by zadrżał tylko jeden liść
na czubku (tego) jedynego drzewa
by las wokół trwał w ciszy
nieporuszony

Westchnij
by zadrżał raz jeden
a później kolejny
tęsknotą już za powietrzem
i twego oddechu spragniony

Podaruj mu
tę zieleń życia
choć na jeden tylko moment
westchnienie
Ciche i ciepłe

Muśnięcie
Jak oka mgnienie

Moyra A. Rei

Add comment kwiecień 16, 2008

Moanre i Kamień Filozoficzny

Gdyby dało się cofnąć czas i utrzymać język za zębami..
Niestety, takiej możliwości nie ma. Jedyna szansa to zmienić rzeczywistość na własną, osobistą korzyść. Dawno, dawno temu uczyli mnie tego: Potrzebny jest tylko Cel - mawiali. - Potrzebny jest składnik Tajemnej Alchemii przemiany szarego kamienia w kolorowe złoto. Przemiany zwykłej codzienności w najszlachetniejszy metal połyskujący gamą barw. Potrzebna jest Filozofia trwała i dająca opokę, jak skała, której nie ruszy najsroższy nawet sztorm. Potrzebna jest Myśl.

Oh, Pola Elizejskie..

Siedzę skąpana w ciepłym blasku dnia, popijając Y.M. i myśląc sobie, że mam dużo do roboty i mało chęci ku temu. Na Trzecim Piętrze już mnie ścigają za pasożytnictwo uczelniane, matura zmierza wielkimi krokami, w półce co raz głośniej szeleszczą teksty niedokończone, a ja tylko siedzę i staram się poczuć te biliony neutrin przepływające przeze mnie w każdej sekundzie. Niedługo sam Staruszek się pojawi i da mi po głowie. A wcześniej wypyta, czy jego rady były skuteczne. Pomogły :)

Tymczasem (póki go nie ma) wsłuchajmy się w uroczy głos Joe Dassin’a
“Au, champs Elysses..”

Les Champs Elysees by Joe Dassin

Add comment kwiecień 9, 2008

Olah!

Cóż by tu rzec. Dnia wczorajszego, Anno Domini 2008 odbyłam krótką “pogawędkę” z zespołem G.N.X. w obecności pana Wu. Dotyczyła ona (a jakże!) arcyważnego pytania: Dlaczego ja mam iść do Tej Budy?!

I jakoś to się potoczyło.. G. zarzuciłam, że jestem dla niej niewygodna; X., iż chce mnie wygryźć z ciepluchnej “posadki”; N. .. Przy N. mi ręce opadły, więc gotując się z wściekłej bezsilności uciekłam do drugiego pokoju, gdzie odbyłam bardzo dziewczęcą, dużo wnoszącą, mającą tyle samo sensu, ale i czarującą rozmowę z Panem Wu:
J: Nie opuszczaj mnie!
W: Nie opuszczę Cię!
J: Ale mnie nie opuszczaj!
W: Nie opuszczę!
I tak przez jakiś czas.. ;)

No co..? :D
Natomiast dzisiaj.. Dzisiaj zdecydowałam, że jednak Tam pójdę. Przy okazji zwierzyłam się Staruszkowi z moich odwiecznych problemów psychoegzystencjonalnych, krzycząc na wstępie: Ale mnie nie wyrzucaj od razu!
Nie skasował mnie.. Natomiast zarzucił receptą.

Tu się coś kończy, by Tam mogło się zacząć. Przenikanie dwóch, odrębnych światów budujące jedno, cudowne życie. Życie, w którego obronie trzeba stanąć.

Inaczej mnie Stamtąd wywalą.
Inaczej przyjdzie kres..
Inaczej Pan Wu będzie miał jeszcze więcej roboty ;)

Add comment kwiecień 6, 2008

Prawda w 4 zwrotach

Prawdą jest, że człowiek potrzebuje celu, powodu by istnieć. Przynajmniej w moim wypadku.

Prawdą jest, że człowiek szuka w życiu pasji, która napędza cały jego świat. W moim wypadku nie tylko jeden.

Prawdą jest to, co nasz umysł uważa za prawdę. Nawet, jeśli nie mieściłoby się to w głowie najstarszym Indianom.

Prawda jest względna i osobista.

Szukam nazwy.

Dla nierozumiejących polecam film “Passion of Mind” z Demi Moore. Niezwykły, choć wzbudzający pewien niedosyt i niedokończony, miły dla oka.
Wyjątkowy…

Add comment kwiecień 5, 2008

Syzyfowa praca

Kto wymyślił prezentacje maturalne z polskiego? Nie mam pojęcia, prócz tego, że pracował w Wielce Szanowanym Ministerium zajmującym się Oświecaniem górnej i durnej, a także i chmurnej młodzieży, której głupotę trzeba wyplenić wszelkimi sposobami. Bardzo długie zdanie. Spróbujcie wypowiedzieć je jednym tchem ;)

Obecnie leją się łzy me czyste, rzęsiste z oczu zmęczonych, podkrążonych, na karty tuszem pomazane (zamazane) i wielkim słowem naznaczone (wypaczone): “BIBLIOGRAFIA”. Biblio, bowiem tylko Bóg Ci przy niej pomoże; a grafia, bo po odpowiednim czasie człowiek sam już nie wie, czy znaczek, który właśnie naciska to “a”, czy “p”, a może “t”?

Praca ta, choć z “zewnątrz” wydawała się czymś łatwym, prostym i przyjemnym, stała się męka dnia wczorajszego [jako, że miała być zrobiona na 24(00000000) godziny przed dzisiaj].

No.. Wstawiasz kropki, przecinki.. Przekopujesz się przez uniwersum książek, byleby znaleźć Tą Jedyną, Oczekiwaną, Przystępną i Rozumnie Napisaną. Później elegancko i radośnie zamieszczasz ją na kartce tylko po to, by.. Odkryć, iż data i podpis pojawiają się już na drugiej stronie. A, że w Wymogach Ministerium Oświeconych i Oświecających stoi, jak wół “jedna strona A4″, mażesz co się da i znów zapuszczasz się w nieznane rejony wydań i opracowań. W celu znalezienie czegoś krótszego oczywiście. I wpisujesz. I znowu za dużo miejsca. I znowu mażesz. I znowu szukasz. I znowu wpisujesz. I znowu za dużo miejsca. I znowu mażesz, i znowu, i znowu..

Następnego dnia, kiedy po przesiedzianej w zimnym blasku monitora nocy, półprzytomny/a, ale i z nadzieją, bijącym sercem i ukończoną bibliografią zanosisz ją nauczycielowi (tfu! teraz są Profesorowie na licencjacie) okazuje się, że.. Wszystko jest źle.

I bajka zaczyna się od nowa.

Syzyf przynajmniej widział kawałek świata po za tym swoim głazem. Ja zaś..

Właściwie co to za litera..?

2 comments marzec 31, 2008

Witaj nowy świecie!

A właściwie to nowe życie też ^^

W swej wspaniałomyślności postanowiłam wrócić do blogowania, czym ucieszę swoich wątpliwych fanów. Nie dalej, jak wczoraj wieczór doszłam do wniosku, że potrzebna mi jakakolwiek forma wypowiedzi. Inaczej pęknę od nadmiaru słów lub się uduszę. Żadna z tych opcji nie jest szczytem moich marzeń, więc.. Jestem tu.

Co dokładnie będzie? Prócz mnie? Niespodzianka.

W każdym razie niedługo się pomęczę nad zmianą skina i zakrzyknę wesoło “Oto chwila toastu!”. A tymczasem idę.

Pomarzyć…?

Na pewno odpocząć, bo całe popołudnie montowałam z ojcem “anglika” w samochodzie ;). Szkoda, że na maturze nie spytają mnie, jak wyciągać radio z samochodów..

Nienawidzę Opery..

1 comment marzec 30, 2008


Kategorie

Linki

Tagi